Fundacja "Stacyjka Maltusia" posiada status Organizacji Pożytku Publicznego Dziś odwiedziło stronę 29 gości. Ogółem 17484 odwiedzających.

Kredyt Bank O/Legnica

96 1500 1504 1215 0003 4871 0000

nr konta dla wpłat z zagranicy:

PL 96 1500 1504 1215 0003 4871 0000 KRDBPLPW

STACYJKA MALTUSIA

LUDZIE KONIOM - KONIE LUDZIOM

zdjęcie tygodnia

GOT

GOT

Got wlkp. wałaszek urodzony 26.01.1997. w Stadninie Koni Plękity, gniady, bardzo wysoki 177cm. w kłębie. Przyjechał do nas 8 kwietnia 2006 roku. Oto jego historia:

Poznałam Gota przed Hubertusem (święto wszystkich koniarzy) 2001 roku. Jego właścicielka właśnie uruchamiała go po półrocznym staniu w boksie i jednocześnie zmieniała status rodzinny - nie było jej stać na samodzielne posiadanie konia w pensjonacie. A Gociu był duży, chętny do pracy, ale nie narwany - nadawał się dla początkującej Dużej Kobiety.

Po jakimś miesiącu wspólnych spokojnych tuptałek po lesie Got okulał - bolała go wcześniej kontuzjowana noga. Wtedy dopiero usłyszałam cała historię - jak dzielny koń prawie miesiąc chodził z pękniętą kością koronową. Czasami kulał a czasami nie, i dlatego dopiero po takim czasie wezwano weterynarza z rentgenem.

Mimo tej kulawizny kupiłam Gota, kiedy jego właścicielkę całkiem przestało stać na współutrzymywanie konia. Kupiłam go taniej niż handlarz mięsem. Z drugiej strony Got ze swej natury to skóra i kości, ot taki urodzony anorektyk. Metr siedemdziesiąt siedem w kłębie swoje robi. Więc handlarz i tak by nie zarobił.

Byliśmy razem prawie dwa lata. Po paru miesiącach dowiedziałam się, że ta coraz mniej sprawna noga kryje w sobie zwapniałą trzeszczkę kopytową. Niedokrwienie w mikrokrążeniu po urazie kości miało niestety taki właśnie efekt. Nie chcę w tym widzieć niczyjej winy - Got był wcześnie wykastrowany i dlatego dość szybko jako półtoraroczniak wyrósł - być może jego kościec nie był dostatecznie mocny nawet na rekreację.

Poza tym jako młody koń przechodził z rąk do rąk - przede mną miał już trzech właścicieli (czterech jeśli liczyć rodzime Plękity). Skakano na nim wysokie przeszkody - w końcu miał fizyczne warunki. Może za wcześnie... może... może...

Ściągałam mu leki na regenerację stawów, uprosiłam mistrza kowalstwa z Kadyn, żeby mi go kuł. Codziennie rozjeżdżałam sztywne stawy robiąc kilometry stępa po lesie. I... było dobrze. I mnie i jemu też... a że w moim małżeństwie psuło się coraz bardziej On był moim powiernikiem i odgromnikiem...

Niestety, każda radość ma i materialną stronę. Pojawiło się upragnione dziecko. Od początku ciąży bałam się już jeździć, byłam zbyt sztywna ze strachu. Nikomu innemu nie można było zaoferować kulawego konia do jazdy i współutrzymywania... ale mimo wszystko Got dalej był przy mnie. Ale już w nie tak dobrych warunkach jak wcześniej. Nie przyjeżdżałam codziennie, zaniedbałam...

Na wiosnę, kiedy moje dziecko, mój mały Smok miał już trzy miesiące spojrzałam na Gota i przeraziłam się. Nie zaaklimatyzował się w nowej stajni. Był matowy i smutny. A ja nie miałam czasu się nim zająć - stajnia była zbyt daleko. Serce mi krwawiło... podjęłam się opieki nad koniem, nad przyjacielem - i zawiodłam.

Zaczęłam szukać pomocy. I znalazłam ją. Daleko, bo aż na drugim końcu Polski - Gota zgodziła się przyjąć Agnieszka Zera, która właśnie tworzyła Fundację Nasza Szkapa. Przystankiem w długiej drodze znad wybrzeża Bałtyku miała być stajnia pod Legnicą. Właśnie ta wspaniała stajnia Oli i Wojtka zamiast być przystankiem pozostała... przystanią dla Gota.

To piękna historia teraz już naszego Gocia opowiedziana słowami Iwonki Psuty - ukochanej właścicielki, opiekunki i ważnej osoby w życiu tego konia...mocno chwyta za serce.

Iwonka to cudowna kobieta nie mogąc poświęcić mu swojego czasu i będąc w trudnej sytuacji rodzinnej nie opuściła swojego końskiego przyjaciela... znalazła mu nowy Dom. Dziękujemy Ci Iwonko!!! Zawsze możemy liczyć na Twoje wsparcie.

Gociu świetnie się u nas zaaklimatyzował, od razu stał się przywódcą stada i do tej chwili rządzi. Jest uosobieniem spokoju i łagodności... to wspaniały przyjaciel. Już pierwszego dnia zaufał nam i nowemu otoczeniu, a nawet położył się na padoku i odpoczywał po wielogodzinnej podróży.

04.08.2006. Gociunio miał dość poważny wypadek na padoku i po nim okazało się, że chłopczyk ślepnie na prawe oko. Po intensywnym leczeniu choroba nie postępuje, ale co dalej...

Dziękujemy za pomoc weterynaryjną Pani Ewie Baryluk i Panu Andrzejowi Golachowskiemu, wiemy, że zawsze możemy na nich liczyć to wspaniali lekarze.

Fundacja
"Stacyjka Maltusia"

tel. 609 825 376

tel. 601 328 267

stacyjkamaltusia@o2.pl

KRS: 0000276685

REGON: 020495440

NIP:6951472150

STATYSTYKA Najlepiej przeglądać stronę w Mozilla Firefox. Stronę zaktualizowano 21.04.2008r.