STACYJKA MALTUSIA | LUDZIE KONIOM - KONIE LUDZIOM 
Witamy na stronie FUNDACJI "STACYJKA MALTUSIA".
Naszą stronę odwiedziło 60632 osób.
Dzisiaj na stronę zajrzało 4 internautów.


Kredyt Bank o/Legnica

96 1500 1504 1215 0003 4871 0000

nr konta dla wpłat z zagranicy:

PL 96 1500 1504 1215 0003 4871 0000 KRDBPLPW

STACYJKA MALTUSIA

LUDZIE KONIOM - KONIE LUDZIOM



loginhasło
14
czerwiec
2009

Ostatnie 2 miesiące niestety nie były dla nas przychylne. Wydarzyło się bardzo wiele przykrych i tragicznych sytuacji.

Odeszła KÓZKA TOSIA, śliczna malutka dziewczynka. Miała niecały roczek i całe życie przed sobą. Wiadomo od dawna, że kózki to bardzo ruchliwe i niesforne zwierzątka, wszędzie wejdą, wszędzie zajrzą i w tym tragicznym przypadku sprawdziło się powiedzenie "Gdyby kózka nie skakała..." Bardzo nam brakuje subtelnej i uroczej TOSI...

Niedawno ktoś podpalił nam STÓG SŁOMY, nasze zapasy na kolejny rok... ponad 2000 sztuk kostek, dla nas to ogromna strata. Tak wiele pracy włożyliśmy w żniwa, kosztowało nas to parę tysięcy złotych i wszystko o tak przez "złego człowieka" przepadło... "jedną zapałką". Jeśli możecie nam kochani nasi przyjaciele pomóc, to bardzo prosimy o wpłaty na nasze konto z dopiskiem "na słomę dla zwierzaków".

Kozunia BASIA i capek LEOŚ (uratowane przed rzeźnickim nożem) chorują. Nasza najstarsza kozunia Basia miała ogromny wrzód przy nozdrzach, który bardzo jej przeszkadzał. Przyjechali jak zwykle wspaniali wet. Andrzej i Basia, rozczyścili wrzoda, teraz pięknie się goi i prawie nie ma po nim śladu. Za to niesforny koziołek Leoś wiecznie sam robi sobie krzywdę. Nie można Go ani przywiązać, bo wtedy pląta się i rani sobie nóżki, ani puszczać luzem, bo również wynajduje sobie niebezpieczne zabawy. W maju Leoś mocno się poplątał, noga przez dłuższy czas była ściśnięta i niedokrwiona, myśleliśmy, że trzeba będzie amputować. Nasza reakcja była natychmiastowa, masowanie nóżki w celu przywrócenia krążenia i wyjazd do lecznicy do Jawora do Pana wet. Łasickiego. Szybkie podanie leków i masowania pozwoliło uratować nóżkę. Również w maju pojechaliśmy z Leosiem do kliniki w Tyńcu na konsultacje chorej nóżki. Jest po leczeniu antybiotykami. Jednak do dzisiaj nóżka nie jest do końca sprawna, po badaniach okazało się, że capek ma problemy ze stawami tej nóżki i do końca życia może kuleć i mieć bolesność. Jeśli kogoś z Państwa urzeknie historia naszych kózek i zechce wziąć Je w adopcje wirtualną to będzie one bardzo szczęśliwe, a my będziemy mogli zapewnić im najwspanialszą opiekę i pomoc weterynaryjną. Prosimy również o pomoc finansową "na leczenie Basi i Leosia".

O tym, że Got nasz najwyższy konik ma problemy z oczami wiemy od dawna. Staramy się na bieżąco leczyć jego oczy, kiedy tylko zaczynają mętnieć, prawdopodobnie jest to tzw. "ślepota miesięczna". Jednak z roku na rok jest coraz gorzej... Gociu ślepnie!!! Bardzo boimy się o dalszy los wałacha, ponieważ jest on przywódcą stada, nie ma swojego przewodnika... to On jest przewodnikiem, a kiedyś, gdy straci wzrok będzie potrzebował końskiego przyjaciela, który będzie jego oczami. Gdy wychodzi na dwór w bardzo słoneczne dni musi zakładać na głowę specjalną siateczkę chroniąca oczy przed promieniami słonecznymi. Niestety za każdym razem kiedy wraca do boksu, siatka jest porwana i ciągle musimy ją reperować. Chyba czas najwyższy zakupić kilka sztuk nowych, co niestety jest dość kosztowne w obecnej sytuacji (ok. 60 zł szt.). Got po diagnozie weterynaryjnej musi przejść na dietę związaną z traceniem wzroku oraz musimy zaplanować długoletnie leczenie i ratowanie wzroku, co zapewne będzie bardzo kosztowne. Wszystkich Państwa bardzo serdecznie prosimy o pomoc finansową dla Gota, która umożliwi nam dalsze leczenie wzroku. Got nie ma jeszcze swojego opiekuna wirtualnego, na którego bardzo czeka... polecamy Kochani Waszej uwadze naszego ulubieńca "żyrafę" Gocia. To wspaniały łagodny koń.

29
maj
2009

Łezunia, Księżniczka, Miłość... tak miała na imię

WSPANIALI NASI PRZYJACIELE STAŁA SIĘ RZECZ TRAGICZNA, NIKT Z NAS SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁ... ŁEZUNIA UMARŁA, NIE ZNAM SŁÓW JAKIE BYM MOGŁA NAPISAĆ, BARDZO JĄ KOCHAM, A TERAZ TAKA PUSTKA. MARZYLIŚMY O SZCZĘŚCIU DLA NIEJ, A LOS WYBRAŁ INACZEJ... ZABRAŁ NASZĄ NAJUKOCHAŃSZĄ KUCYCZKĘ.

Każdy kto mógł poznać ŁEZKĘ wiedział że Była niezwykła, taka uczłowieczona, dlatego żal po Jej stracie jest ogromny. Mimo choroby cieszyła się każdym dniem i uczyła nas ludzi, że życie należy szanować jakiekolwiek ono by było. Tracimy wielkiego Końskiego Przyjaciela. Należy zaznaczyć że Była niezwykła kochała ludzi, mimo krzywdy zaznanej od człowieka.

(płacze i ciężko mi się skupić – Dorotka z Przystani Ocalenie w Tychach... Kochanie zawsze jesteś z nami i naszymi podopiecznymi, kochasz zwierzęta wszystkie na Ziemi, a Twoja miłość umacnia również nas... Ola i Maltusia)

(LEKARZE WETERYNARII – BASIA I ANDRZEJ GOLACHOWSCY... najwspanialsi ludzie na Ziemi, zawsze są, kiedy mamy problemy z chorym zwierzątkiem, o każdej porze dnia i nocy, kochamy Was i z całego serca dziękujemy za to, że jesteście naszymi przyjaciółmi, to Wy dbaliście o Łezunie do końca jej dni)

Łezka była naszym oczkiem w głowie. Nikt z nas nie mógł przejść obok jej boksu obojętnie, trzeba było przystanąć chociaż na chwilkę ją pogłaskać. Była pełna życia, radosna, cieszyła się gdy ktoś do niej przychodził. Zawsze wtulała w nas swój pyszczek. Lubiła zaczepiać, niby chciała kogoś polizać, a za chwilkę delikatnie skubała ubranie. Była naprawdę bardzo kochaną i piękną malutką klaczką. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako symbol walki o szczęście koni takich jak ona! Pokochaliśmy ją całym serduszkiem, ona odwdzięczyła nam się tym samym. Żegnaj Łezko "oby TAM było Ci jeszcze lepiej niż tu" (Kamila)

Wolontariusze "Stacyjki Maltusia"

OPIEKUNKA WIRTUALNA ŁEZUNI - OLA

Krzysiu Hlebko, który pokochał ją całym sercem

WSPÓLNIE PODAROWALIŚMY JEJ DOKŁADNIE ROK ŻYCIA

WSZYSTKIM Z GŁĘBI SERCA DZIĘKUJEMY

OPERACJA KLACZUNI ŁEZKI odbyła się w 19 MAJA 2009r. z użyciem CEMENTU CERAMICZNEGO i W POROZUMIENIU Z WYBITNYMI LEKARZAMI WETERYNARII Z POLSKI, NIEMIEC I STANÓW ZJEDNOCZONYCH.

ŁEZKA UMARŁA 28 MAJA 2009

KOLEJNA KOŃSKA BIDA... KARINA

JEDNAK LOS NAS NIE OSZCZĘDZA, WCZORAJ KIEDY UMARŁA ŁEZUNIA... "WYDAWAŁOBY SIĘ, ŻE WIEDZIAŁA O TRAGEDII KOLEJNEGO KONIA I ZROBIŁA JEJ MIEJSCE W SWOIM MALUTKIM, PRZYTULNYM BOKSIE"... TRAFIŁA DO NAS KOLEJNA KOŃSKA BIDA – 4 LETNIA KLACZ KARINA;, KUC SZETLANDZKI Z SILNYM OCHWATEM I POGRUCHOTANĄ MIEDNICĄ I TO DLA NIEJ TERAZ CHCEMY PRZEZNACZYĆ FINANSE, KTÓRE POZOSTANĄ PO SPŁACIE LECZENIA ŁEZUNI.

PROSZĘ OSTATNI RAZ O KUPNO CEGIEŁKI DLA ŁEZKI

TU!!! Można kupić i podarować naszym zwierzętom karmę... bardzo niedrogo, PROSIMY!!!

KLACZ ŁEZKA POJECHAŁA(04.05.2009) DO KLINIKI DLA KONI W TYŃCU MAŁYM KOŁO WROCŁAWIA i 19 maja została zoperowana przez wybitnych chirurgów weterynaryjnych i ludzkich.

ŁEZKA ZOSTAŁA ODEBRANA WŁAŚCICIELOWI U KTÓREGO STAŁA KILKA MIESIĘCY Z OTWARTYM ZŁAMANIEM... POMYŚLCIE CO WTEDY CZUŁA TA MALUTKA ISTOTKA

TA MALEŃKA ISKIERECZKA I NADZIEJA ZGASŁA... 28 MAJA UMARŁA ŁEZUNIA

22
kwiecień
2009

Klacze Cudna i Zelandia na zasłużonej emeryturze

W nocy 12 marca przyjechały do nas dwie hodowlane klacze na zasłużoną emeryturę. Nasi wspaniali przyjaciele z Przystani Ocalenie pomogli nam je wykupić oraz razem przetransportować. Obie dziewczynki zamieszkały w naszym największym stacyjkowym boksie, z uwagi na brak miejsc.

Na początku obie dziewczynki zgadzały się, razem jadły, wychodziły na padoki. Nagle po kilku tygodniach doszło do tragedii, starsza delikatniejsza klacz Zelandia pogryzła i dotkliwie skopała młodszą masywniejszą klacz Cudną. Klacz odniosła bardzo poważne obrażenia, pogryzienia na całym ciele: nad okiem, na brzuchu, kłębie, kopnięta w przednią nogę i bardzo poważnie kopnięta w nogę tylną (już poważnie chorą i spuchniętą przez flegmonę).

Klacze zostały już rozdzielone. Na cito budowaliśmy kolejny boks dla Zelandii, blisko klaczy Basi, z którą Zelandia jest już zaprzyjaźniona.

Klacz Cudna wymaga w tej chwili intensywnego leczenia. Wezwaliśmy naszych wspaniałych weterynarzy Andrzeja i Basię z XLwetu. Przyjechała wet. Basia, przebadała Cudną i nie chcąc nas martwić powiedziała, że wygląda to na złamanie, ale dopiero będzie wiadomo po wykonaniu zdjęć RTG. Basia przyjechała do nas do Fundacji bardzo późno, badania trwały bardzo długo, włącznie z założeniem gipsowego opatrunku usztywniającego. Po badaniach Basia Golachowska pognała do kliniki dla koni w Tyńcu Małym, aby wywołać zdjęcia RTG Cudnej i jak najszybciej podać nam informację o stanie nogi.

Czekanie było najokropniejszą rzeczą pod słońcem. Po 1 w nocy zadzwonił telefon... kto ma odebrać... ja czy Wojtek. Ja jestem panikarą, odbiera Wojtek iiii... głos w słuchawce oznajmia nam \"złamania nie ma\". To brzmiało cudownie!!!

Teraz musimy zebrać pieniądze, aby zapłacić za leczenie Cudnej. Prosimy Was kochani z całego serca o wpłaty z dopiskiem \"na leczenie Cudnej\" na nasze konto fundacyjne.

GALERIA
22
kwiecień
2009

Jordi i Bruksela... nieudana adopcja rzeczywista

W naszej pracy niestety często tak bywa, że poznając ludzi i wierząc na słowo, chcemy zapewniać naszym podopiecznym wspaniałe nowe domy. W przypadku opiekunów tych dwóch klaczy adopcja rzeczywista niestety nie sprawdziła się i obie klacze trafiły do prywatnego pensjonatu.

Po niedługim czasie okazało się, że Bruksela ma poważne problemy z miednicą. Diagnoza naszych wspaniałych weterynarzy Basi i Andrzeja \"niezdolna do jakiejkolwiek pracy... zielone łąki\". I tak 05 marca wróciła do nas piękna klacz Bruksela i zamieszkała w boksie Czesiuni.

Bardzo szybko zaprzyjaźniła się z nowym stadem, a jedynym problemem dla nas jest to, że klaczunia zanim dotrze z wybiegów do swojego boksu, odwiedza wszystkie puste boksy swoich przyjaciół i częstuje się ich kolacją.

Klacz Bruksela poszukuje opiekuna wirtualnego, koszt utrzymania to 350zł.

W pensjonacie pozostała jeszcze klacz Jordi, przepiękna kara ośmiolatka. Koszty utrzymania klaczy są bardzo wysokie 500zł pensjonat oraz 500zł trening. Jest zdrową klaczą, jednak w jej psychice coś siedzi i nie do końca ufa właścicielowi w kwestiach dosiadania jej. Do końca maja klacz będzie już ujeżdżona i wtedy zejdziemy z kosztów treningu.

Opiekunem klaczy w Pensjonacie jest Piotr Wrona (nasz wolontariusz). W przyszłości bylibyśmy szczęśliwi, gdyby ta para jeździec + koń zaprzyjaźnili się na dobre i na złe i stanowili nierozłączną parę w delikatnej pracy rekreacyjnej.

BARDZO PILNE!!!

Poszukujemy DRUGIEGO OPIEKUNA DLA KLACZY JORDI, KTÓRY PRZEJMIE CZĘŚĆ KOSZTÓW UTRZYMANIA, W ZAMIAN ZA PRACĘ Z KONIEM ORAZ JAZDY (doświadczony jeździec, systematyczny, sumienny).

Polecam tą piękną klacz do adopcji wirtualnej. Koszt utrzymania to 350zł (taka kwota jest wyliczona w Fundacji, kiedy klacz zamieszka jużu nas).

GALERIA
15
kwiecień
2009

Tragiczny los kotów w Mierczycach

W lutym 2009 roku pomagaliśmy ratować młodego kocurka Mićka naszego sąsiada Janusza. Kocurek z ciężkimi obrażeniami miednicy pojechał na operację do kliniki XLwet w Tyńcu Małym koło Wrocławia. Kocurek pięknie dochodzi do zdrowia. Pogruchotana miednica najprawdopodobniej przez kopnięcie człowieka powoli goi się, ale tego co ten śliczny kotek przeżył nikomu nie życzę.

Zwłaszcza,że w tym miejscu pod nr 72 jest to nie pierwszy przypadek bestialstwa człowieczej rasy - zginęły tam 3 koty w tragicznych okolicznościach - połamane, oskórowane. Na pewno to miejsce będzie pod ścisłą kontrolą mojej Fundacji.

Teraz pozostał nam duży rachunek za operację Mićka... Prosimy o wpłaty z dopiskiem \"Dla Mićka\"

GALERIA

FUNDACJA "STACYJKA MALTUSIA"

tel. 609 825 376

tel. 601 328 267

stacyjkamaltusia@o2.pl

KRS:0000276685

REGON:020495440

NIP:6951472150



FUNDACJA "STACYJKA MALTUSIA" posiada status ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2007-2009 Fundacja "Stacyjka Maltusia"

Strona testowana w programie MOZILLA FIREFOX. Powinna wyświetlać się prawidłowo również w innych przeglądarkach

ADOPCJE | INFORMACJE | KONTAKT | MEDIA O NAS | O NAS | PRZYJACIELE | STATYSTYKA | ZWIERZĘTA